Hello.
Wazelinuję kogoś kto wpadł na tak genialny pomysł... ale może od początku.
Wbrew cytatowi z piosenki Elektrycznych Gitar, że
"picie w czwartek nic nie warte" postanowiliśmy się z kumplem lekko upodlić
w ten właśnie dzień.
Po tradycyjnej, krótkiej wymianie zdań w stylu:
- bierzemy liter nie?
- nie... głowa mnie boli
- e no... nie rób scen
- serio źle się czuję
- to po co do mnie dzwoniłeś?
- weź pół litra, mi wystarczy
- dobra... krakowskim targiem 0.7 ok?
- no dobra
Kumpel poszedł do piwnicy szukać kompotu z przyzwoitym "best before", a ja
zapodałem na tak zwany cepeen po flaszkę. Już po chwili siedzieliśmy grając
w Deluxe Ski Jump, a towarzyszyła nam funkiel nówka 0.7 marki Absolwent.
Po odkręceniu nakrętki od tej flaszki stwierdziliśmy, że chyba wraz
z nakrętką wykręcił się dozownik, bo jakiś dziwny element z nakrętki
wystawał. No ale człowiek nie jest taki by sobie bez dozownika nie
poradził.
Po każdej kolejce (wódki, nie gry) flaszkę zakręcałem. Fachowcy wiedzą, że
należy zakręcać, bo różne nieszczęścia się podczas libacji zdarzają i można
niechcący porozlewać wódkę, a tego byśmy przecież nie chcieli.
Po paru kolejkach (wódki, nie gry) do naszych uszu dobiegła jakaś dziwna
melodia. Jej natężenie i upierdliwość były zbliżone do kolend z wieśniackich
oświetleń na choinkę. Tylko sama melodia jakaś taka bardziej radosna
i nie związana ze świętami była, ale co to dokładnie było to nie pomnę.
Oczywiście zarówno mnie jak i kumpla totalnie zamurowało i w tym
osłupieniu wywiązał się taki oto dialog:
- no niezły sobie dzwonek do komórki sprawiłeś, ale już wyłącz
- że jak?
- kuźwa, a mówiłeś, że polifoniczny masz
- to nie mój dzwonek
- może mój?
- a widzisz tu jeszcze kogoś?
- wyłącz to, bo się skupić przy skokach nie mogę
- ALE TO NIE MOJE!
Jeszcze chwilę trwała ta bezsensowna wymiana zdań aż drogą dedukcji
i eliminowania urządzeń elektronicznych znajdujących się w pobliżu
doszliśmy do wniosku, że to producent wódki wpadł na genialny pomysł
by do zakrętki flaszki wstawić cosik odgrywającego tę muzyczkę ;)
W sumie to wazelina dla niego, bo ryczeliśmy ze śmiechu niesamowicie.
Aczkolwiek po bliższym zanalizowaniu zakrętki doszliśmy do wniosku, że
powinna odgrywać melodyjkę już przy rozdziewiczaniu flaszki, a nie w jej
połowie. No i Bogu dzięki, że to się przy pierwszej flaszce wydarzyło gdy
mieliśmy jeszcze jako takie pojęcie o otaczającej nas materii.
Przy drugiej flaszce pewnie byśmy się pobili o to komu tak komórka
dzwoni ;)
Tak czy siak wazelina dla producenta za całkiem nowatorski pomysł
i sprawienie, że choć część picia flaszki musieliśmy poświęcić na
konstruktywne myślenie ;)
pozdr,
fEnIo